Urodziłam się w roku, w którym Jan Rybowicz debiutował, jego twórczość odkryłam jednak kilkanaście lat po jego śmierci. Tragicznej i przedwczesnej. Żałuję, iż nie było mi dane obcować niejako na żywo z tą po dziś dzień kontrowersyjną literaturą, z drugiej jednak strony – cieszę się, że kilka lat temu zaplątałam się w „niewidzialne nitki” ciągnące się od Janka Rybowicza „we wszechświat, do każdego jego atomu”.
Literatura towarzyszyła mi od zawsze. Szczególne upodobanie do słowa pisanego w znacznym stopniu uwarunkowało mój wybór kierunku studiów. Ukończyłam filologię germańską, jednak swoje literackie zainteresowania i fascynacje ulokowałam w rodzimej literaturze.
Kiedy moja literacka wrażliwość zaczęła nabierać dojrzałych rumieńców, okazało się, iż oscyluje ona wokół twórców niepokornych i niebanalnych, często – jeśli nie zawsze – tragicznych, a w konsekwencji legendarnych. Stąd też moją pierwszą pasją literacką był – i zresztą nadal jest – Edward Stachura, któremu poświęciłam połowę mojego życia. Dziś – w rezultacie doświadczenia – stwierdzam, iż Jan Rybowicz zajmuje w mojej bardzo osobistej hierarchii poetów i prozaików na poły ze Stachurą zaszczytne pierwsze miejsce.
Z niemałym trudem przecierałam mój własny szlak wiodący do Jana Rybowicza, omijając po drodze przeszkody niezrozumienia i – co godne zauważenia – napotykając ludzi życzliwych, chętnie włączających się w misję ocalania od całkowitego zapomnienia twórczości bodaj czy nie najsłynniejszego Lisiogórzanina.
O Janku Rybowiczu napisano przez lata wiele. Starałam się uporządkować informacje, do których udało mi się dotrzeć. Owocem moich skromnych działań, nieprzespanych nocy spędzonych najpierw na odkrywaniu, potem na układaniu się z tą niebanalną literaturą i – co by nie mówić – osobowością poety, chciałabym się podzielić na stronie, na której właśnie gościcie.
 |